Wiadomości branżowe

Nie tylko Warszawa i Kraków. Które polskie miasta mają potencjał do rozwoju rynku MICE?

Warszawa i Kraków pozostają liderami polskiego rynku spotkań, ale coraz mocniejszą pozycję budują także Gdańsk, Wrocław, Poznań, Łódź i Katowice. Własnych specjalizacji szukają również Szczecin, Lublin i Rzeszów. Sprawdzamy, które miasta mogą w kolejnych latach najmocniej skorzystać na rozwoju rynku MICE.

Autor: grzegorz 11 min czytania 92 wyświetleń
Nie tylko Warszawa i Kraków. Które polskie miasta mają potencjał do rozwoju rynku MICE?

Przez lata rozmowa o najważniejszych polskich destynacjach konferencyjnych niemal automatycznie prowadziła do Warszawy i Krakowa. Stolica dysponuje największym rynkiem biznesowym, rozbudowaną bazą hotelową, lotniskiem o szerokiej siatce połączeń i zapleczem korporacyjnym, natomiast Kraków łączy silne środowisko akademickie, międzynarodową markę turystyczną i rozwiniętą infrastrukturę kongresową. Coraz więcej wskazuje jednak na to, że przyszłość polskiego rynku MICE nie będzie opierała się wyłącznie na dwóch największych graczach. Raport „Rynek MICE w Polsce 2026” zwraca uwagę na szerszą grupę ośrodków – obok Warszawy i Krakowa są to przede wszystkim Gdańsk, Katowice, Wrocław i Poznań. Najnowsze dane ICCA jeszcze mocniej potwierdzają tę zmianę: w zestawieniu za 2025 rok Warszawa zanotowała 75 międzynarodowych spotkań spełniających kryteria organizacji, Kraków 44, ale już Gdańsk 28, Poznań i Wrocław po 19, Łódź 9, a Katowice 6. Co ważne, w rankingu pojawiają się również mniejsze ośrodki, takie jak Rzeszów, Szczecin, Kielce czy Białystok.

Nie oznacza to, że wszystkie wymienione miasta w najbliższych latach dogonią Warszawę czy Kraków pod względem liczby wydarzeń. Ważniejsze jest coś innego: polski rynek MICE staje się coraz bardziej zdecentralizowany, a poszczególne destynacje zaczynają konkurować własną specjalizacją. Organizator nie zawsze potrzebuje największego miasta. Czasami ważniejsza będzie hala dla kilku tysięcy osób, silne środowisko naukowe, centralne położenie, przemysłowa specjalizacja regionu, łatwy dostęp do programu incentive albo po prostu miejsce, które uczestnicy zapamiętają. I właśnie pod tym względem mapa Polski staje się znacznie ciekawsza.

Gdańsk może być największym beneficjentem decentralizacji rynku MICE

Jeżeli należałoby wskazać miasto, które w ostatnim czasie najbardziej przekonująco pokazuje, że polski MICE nie kończy się na Warszawie i Krakowie, mocnym kandydatem byłby Gdańsk. W najnowszym rankingu ICCA liczba spotkań kwalifikowanych do zestawienia zwiększyła się z 14 do 28, a miasto awansowało aż o 70 miejsc w klasyfikacji światowej. To bardzo duża zmiana, szczególnie że mówimy o międzynarodowych spotkaniach stowarzyszeniowych – segmencie wymagającym nie tylko odpowiedniej infrastruktury, lecz także sprawnego convention bureau, lokalnych ambasadorów, zaplecza naukowego oraz często kilkuletniej pracy nad pozyskaniem konkretnego kongresu.

Siłą Gdańska jest jednak nie tylko infrastruktura konferencyjna. Destynacja dysponuje AMBEREXPO, stadionem mogącym pełnić funkcję nietypowego venue, zapleczem uczelni wyższych, w tym Politechniką Gdańską, Uniwersytetem Gdańskim i Gdańskim Uniwersytetem Medycznym, oraz rozwiniętą bazą hotelową. Do tego dochodzi lotnisko położone około 30 minut od centrum i stosunkowo kompaktowy układ miasta, dzięki któremu uczestnicy mogą łatwo poruszać się pomiędzy hotelami, restauracjami, atrakcjami i miejscami wydarzeń.

Największą przewagą może być jednak coś trudniejszego do przeliczenia na metry kwadratowe: Gdańsk jest jednocześnie miastem konferencyjnym i atrakcyjną destynacją pobytową. Organizator może połączyć kongres z Europejskim Centrum Solidarności, nadmorskim programem incentive, wydarzeniem w Sopocie czy wieczornym programem w historycznym centrum. W praktyce sprzedawany może być nawet szerszy produkt Trójmiasta, ponieważ baza hotelowa i eventowa Gdyni oraz Sopotu rozszerza możliwości samego Gdańska. To szczególnie ważne w czasach, kiedy uczestnicy coraz częściej oczekują nie tylko dobrej sali, ale także doświadczenia miejsca.

Wrocław ma właściwie wszystko, czego potrzebuje duża destynacja kongresowa

Wrocław jest innym przypadkiem. Trudno mówić tu o mieście dopiero odkrywającym potencjał MICE, ponieważ infrastruktura, baza hotelowa i rozpoznawalność turystyczna są rozwinięte od lat. W najnowszym rankingu ICCA Wrocław zanotował 19 międzynarodowych spotkań, tyle samo co Poznań. Największym atutem miasta pozostaje możliwość organizacji wydarzeń o bardzo różnej skali – od spotkań hotelowych i akademickich po kongresy liczące kilka tysięcy osób.

Szczególne znaczenie ma kompleks Hali Stulecia. Sama Hala może pomieścić maksymalnie około 10 tys. osób, natomiast Wrocławskie Centrum Kongresowe umożliwia organizację wydarzeń dla grup od kilkudziesięciu do około 3 tys. uczestników. Dodatkowo cały kompleks obejmuje tereny zewnętrzne, Pergolę i otoczenie wpisanej na listę UNESCO Hali Stulecia, co pozwala budować bardziej rozbudowane scenariusze wydarzeń.

Wrocław ma jeszcze jeden atut, którego nie można lekceważyć – jest silnym ośrodkiem akademickim i technologicznym. To właśnie lokalni naukowcy, lekarze czy przedstawiciele różnych branż bardzo często stają się osobami pomagającymi pozyskać międzynarodowe kongresy. W wydarzeniach stowarzyszeniowych sama atrakcyjność turystyczna nie wystarcza. Potrzebny jest ktoś wewnątrz międzynarodowej organizacji, kto przekona jej członków do wyboru konkretnej destynacji. Dlatego połączenie uczelni, biznesu, convention bureau i dużej infrastruktury może pozwolić Wrocławiowi systematycznie zwiększać udział w rynku.

Poznań może przejść od miasta targowego do pełnoprawnej destynacji kongresowej

Poznań przez dziesięciolecia był w Polsce niemal synonimem targów. Międzynarodowe Targi Poznańskie stworzyły rozpoznawalną markę, a doświadczenie w obsłudze dużych imprez gospodarczych jest przewagą, której nie da się zbudować w kilka lat. Z punktu widzenia przyszłości rynku MICE ciekawsze jest jednak to, że Poznań coraz wyraźniej próbuje poszerzać ten wizerunek i walczyć o międzynarodowe kongresy naukowe i stowarzyszeniowe.

Najnowsze wyniki ICCA są tutaj bardzo wymowne. Poznań zwiększył liczbę kwalifikowanych spotkań z 10 do 19, awansując o 91 miejsc w rankingu miast. Jednocześnie miasto pokazuje model pozyskiwania wydarzeń, który może mieć duże znaczenie dla całej polskiej branży. W 2026 roku Poznań wszedł do rywalizacji o organizację INTERMAG 2029, konferencji IEEE Magnetics Society, która może zgromadzić od 1000 do 1200 naukowców, ekspertów i przedstawicieli branży z całego świata. W kandydaturę zaangażowane są Uniwersytet im. Adama Mickiewicza, Instytut Fizyki Molekularnej PAN, Grupa MTP i Poznan Congress Center, Miasto Poznań oraz Poland Convention Bureau.

To bardzo ważny przykład, ponieważ pokazuje, że nowoczesna destynacja kongresowa nie powstaje przez samo wybudowanie centrum konferencyjnego. Potrzebny jest ekosystem. Naukowiec otwiera drzwi do międzynarodowego stowarzyszenia, convention bureau pomaga w procesie aplikacyjnym, venue dostarcza infrastrukturę, a miasto oraz organizacje krajowe wzmacniają kandydaturę. Jeśli Poznań będzie potrafił regularnie wykorzystywać swoje uczelnie i środowisko naukowe w taki sposób, może zdecydowanie mocniej zaznaczyć obecność w międzynarodowym segmencie kongresowym.

Łódź może rosnąć dlatego, że zaczęła aktywnie walczyć o wydarzenia

Łódź jest jednym z najbardziej interesujących przykładów zmiany sposobu myślenia o rynku MICE. Przez wiele lat głównymi argumentami miasta były centralne położenie, postindustrialna architektura i stosunkowo łatwy dojazd z różnych części Polski. Dziś dochodzi do tego znacznie bardziej aktywna polityka pozyskiwania wydarzeń. W najnowszym rankingu ICCA Łódź zanotowała 9 spotkań, czyli o trzy więcej niż rok wcześniej, i awansowała o 43 miejsca.

Najbardziej wymownym przykładem nowego podejścia jest Łódź Meeting Fund, czyli system finansowego wsparcia konferencji i kongresów. Program obejmuje wydarzenia odbywające się w latach 2026–2027 i wymaga m.in. minimum dwóch dni trwania oraz co najmniej 100 uczestników korzystających z noclegów na terenie Łodzi, Zgierza lub Pabianic. W konstrukcji programu szczególnie istotne jest właśnie powiązanie dofinansowania z noclegami – pokazuje ono, że miasto traktuje wydarzenie nie jako jednorazowy wynajem sali, ale jako narzędzie generujące przychody dla hoteli, gastronomii i innych lokalnych przedsiębiorców.

Łódzki sektor jest przy tym znacznie większy, niż może wydawać się osobom patrzącym na miasto wyłącznie przez pryzmat kilku największych hoteli. Katalog MICE na 2026 rok obejmuje ponad 80 hoteli i obiektów konferencyjnych, ponad 40 dostawców usług i pięć programów wspierających rozwój rynku spotkań. Dodatkowo Łódź ma przewagę wizualną: EC1, Monopolis, zrewitalizowane fabryki i charakterystyczna architektura dają możliwość tworzenia wydarzeń wyraźnie innych niż klasyczna hotelowa konferencja. W czasach, gdy organizatorzy coraz częściej poszukują venue z charakterem, może to być mocniejszym argumentem, niż jeszcze kilka lat temu.

Katowice mają infrastrukturę większą, niż sugeruje ich pozycja w ICCA

Katowice to prawdopodobnie najbardziej interesujący przykład rozbieżności pomiędzy rankingiem międzynarodowych kongresów a rzeczywistą skalą lokalnego rynku wydarzeń. W ICCA miasto ma obecnie sześć spotkań spełniających kryteria zestawienia. Gdy spojrzymy jednak na całą turystykę biznesową, obraz wygląda zupełnie inaczej. Według danych miasta w 2025 roku odbyło się w Katowicach około 5,8 tys. spotkań konferencyjnych i innych wydarzeń biznesowych, które zgromadziły ponad 733 tys. uczestników. Łączne wydatki uczestników wydarzeń oszacowano na ponad 340 mln zł.

Do tego dochodzi infrastruktura, której mogą pozazdrościć znacznie większe destynacje. Międzynarodowe Centrum Kongresowe może pomieścić jednocześnie do 15 tys. osób, a hala wielofunkcyjna do 12 tys. Kompleks oferuje dziesiątki sal i wielką powierzchnię umożliwiającą organizację kongresów, targów, wydarzeń technologicznych i formatów hybrydowych. W sąsiedztwie znajdują się dodatkowo Spodek, NOSPR i Muzeum Śląskie, tworząc jeden z najbardziej charakterystycznych miejskich kompleksów eventowych w Polsce.

Dalszy rozwój Katowic może polegać nie tyle na budowaniu kolejnych wielkich obiektów, ile na skuteczniejszym pozyskiwaniu wydarzeń międzynarodowych i sprzedawaniu możliwości całej metropolii. Katowice mogą bowiem korzystać z potencjału Gliwic, Zabrza, Tychów i innych miast Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, a przy programach incentive również z bliskości Beskidów. To zupełnie inny model niż w Gdańsku czy Poznaniu – nie jedno miasto i jedno centrum, lecz szeroki regionalny ekosystem.

Szczecin może znaleźć własną niszę zamiast kopiować większe miasta

Szczecin jest jeszcze na wcześniejszym etapie rozwoju rynku międzynarodowych kongresów, ale właśnie dlatego może być jednym z ciekawszych miast do obserwowania. W 2025 roku Szczecin Convention Bureau zostało członkiem ICCA, co daje dostęp do międzynarodowej sieci wiedzy, kontaktów i procesów związanych z pozyskiwaniem kongresów. Rok później miasto było gospodarzem GDS Forum & Impact Day 2026, międzynarodowego wydarzenia poświęconego przyszłości turystyki i przemysłu spotkań, które po raz pierwszy odbyło się w Polsce.

To może wskazywać kierunek specjalizacji Szczecina. Zamiast próbować konkurować z Warszawą liczbą hoteli albo z Katowicami wielkością centrum kongresowego, miasto może budować markę wokół zrównoważonego rozwoju, gospodarki morskiej, portu, offshore, współpracy ze Skandynawią oraz transformacji miast. Tak działa wiele skutecznych destynacji kongresowych na świecie – nie próbują pozyskać każdego możliwego wydarzenia, lecz wybierają segmenty spójne z lokalną gospodarką i środowiskiem naukowym. Pozyskany kongres jest wtedy nie tylko źródłem noclegów, ale także sposobem wzmacniania specjalizacji miasta.

Lublin ma atut, którego nie można zbudować inwestycją deweloperską – środowisko akademickie

Lublin również nie będzie w najbliższym czasie konkurował skalą z Warszawą czy Katowicami, ale w określonych segmentach może rozwijać się znacznie szybciej, niż wynikałoby z obecnej pozycji miasta. Szczególnie ważny jest tutaj potencjał akademicki. Duża liczba uczelni, środowisko medyczne i naukowe oraz rozwijające się struktury convention bureau mogą tworzyć fundament przede wszystkim dla kongresów akademickich, medycznych, naukowych i stowarzyszeniowych.

To pokazuje szerszą zasadę rynku MICE. Miasto nie zawsze potrzebuje wielkiej hali na 10 tys. osób, aby odnieść sukces. Duża część międzynarodowych kongresów liczy kilkaset lub około tysiąca delegatów. W takim przypadku ważniejsze od gigantycznej infrastruktury mogą okazać się kompetencje lokalnych naukowców, odpowiednia baza hotelowa, atrakcyjna cena, dobry convention bureau i możliwość zbudowania spójnej kandydatury. To właśnie w takich wydarzeniach Lublin może szukać własnego miejsca.

Rzeszów i Jasionka pokazują, że MICE może rozwijać się wokół gospodarki, a nie tylko turystyki

Rzeszów jest jeszcze innym przypadkiem. Turystyczna marka miasta nie ma takiej siły jak Kraków, Gdańsk czy Wrocław, ale region dysponuje konkretnymi przewagami gospodarczymi. Lotnictwo, przemysł, technologie, IT i znaczenie Podkarpacia dla międzynarodowych procesów gospodarczych tworzą podstawę dla wydarzeń branżowych. Dodatkową przewagą jest infrastruktura w Jasionce. ZEN.COM Expo dysponuje ponad 16 tys. m² powierzchni wystawienniczej, salą kongresową dla 872 osób, większymi i mniejszymi salami konferencyjnymi oraz zapleczem umożliwiającym organizację wydarzeń targowych i kongresowych.

To pokazuje, że przyszłość rynku MICE nie musi należeć wyłącznie do miast atrakcyjnych turystycznie. Organizator konferencji lotniczej, technologicznej czy przemysłowej może być bardziej zainteresowany dostępem do lokalnych firm, zakładów, ekspertów i uczelni niż zabytkowym rynkiem. Dla Rzeszowa logiczną strategią nie byłoby więc kopiowanie Krakowa, lecz budowanie wydarzeń wokół gospodarczych specjalizacji Podkarpacia.

Nie każde miasto musi walczyć o kongres dla pięciu tysięcy osób

To bardzo ważne przy ocenie potencjału polskich destynacji. Pojawienie się Białegostoku, Kielc, Rzeszowa czy Szczecina w zestawieniu ICCA nie oznacza jeszcze, że miasta te stają się konkurencją dla Warszawy. Pokazuje jednak, że międzynarodowy rynek kongresowy może działać także poza największymi metropoliami. Podobnie należy patrzeć na Toruń, Bydgoszcz czy inne miasta regionalne. Mogą być bardzo atrakcyjne dla wydarzeń krajowych, kongresów medycznych, spotkań środowisk naukowych, konferencji branżowych i wyjazdów korporacyjnych, nawet jeśli nie mają infrastruktury na globalny kongres dla kilku tysięcy delegatów.

W rzeczywistości możliwość przyjęcia 300–800 osób, kilka dobrych hoteli, odpowiednia uczelnia i sprawna logistyka mogą wystarczyć do zbudowania interesującej niszy. Szczególnie że dla organizatora mniejsza destynacja może oznaczać niższe koszty, krótsze odległości pomiędzy obiektami oraz większe zaangażowanie lokalnych partnerów. Nie każdy event potrzebuje wielkiego centrum kongresowego. Czasami bardziej atrakcyjna jest możliwość przejęcia przez grupę znacznej części hotelu czy stworzenia programu, w którym całe miasto staje się częścią wydarzenia.

O sukcesie będzie decydowało coraz mniej samo venue

Najważniejszym wnioskiem płynącym zarówno z raportu „Rynek MICE w Polsce 2026”, jak i obserwacji rozwoju poszczególnych miast jest to, że centrum kongresowe samo w sobie nie tworzy destynacji MICE. Potrzebne są jeszcze hotele, transport, restauracje, dostawcy techniki, PCO i DMC, uczelnie, ambasadorzy kongresów, convention bureau oraz samorząd gotowy wspierać proces pozyskiwania wydarzeń. Poznań pokazuje znaczenie współpracy środowiska naukowego podczas kandydatury INTERMAG 2029, Łódź eksperymentuje z finansowym wsparciem wydarzeń, Szczecin wykorzystuje sustainability jako element pozycjonowania, a Gdańsk buduje ofertę na połączeniu infrastruktury i atrakcyjności destynacji.

Właśnie dlatego przyszłość polskiego rynku może być znacznie bardziej zróżnicowana niż obecna hierarchia. Warszawa pozostanie naturalnym wyborem dla wielu dużych wydarzeń biznesowych i międzynarodowych, a Kraków nadal będzie korzystał ze swojej wyjątkowo silnej marki, nauki i turystyki. Nie oznacza to jednak, że pozostałe miasta mają walczyć wyłącznie o wydarzenia, których liderzy rynku nie chcieli.

Polska może wygrać właśnie tym, że ma więcej niż dwie destynacje

Najciekawszym scenariuszem dla polskiego MICE nie byłoby stworzenie „drugiej Warszawy” albo „drugiego Krakowa”. Znacznie większą przewagą może okazać się sieć miast posiadających różne specjalizacje. Gdańsk może łączyć kongres z morzem i incentive. Wrocław – rozbudowaną infrastrukturę z nauką i atrakcyjnym city breakiem. Poznań – doświadczenie targowe z kongresami stowarzyszeniowymi. Łódź – centralną lokalizację, postindustrialne venue i aktywny system wsparcia. Katowice – wielkie wydarzenia z gospodarczym potencjałem całej metropolii. Szczecin – sustainability, gospodarkę morską i północnoeuropejski charakter. Lublin – naukę i medycynę, a Rzeszów – technologie, przemysł i lotnictwo.

To może być jedna z największych przewag Polski na europejskim rynku spotkań. Organizator nie musi wybierać jednej uniwersalnej destynacji odpowiedniej do wszystkiego. Może dobrać miasto do charakteru swojego wydarzenia.

Przyszłość polskiego MICE nie będzie więc prawdopodobnie historią o tym, które miasto pokona Warszawę lub Kraków. Znacznie ciekawsza będzie odpowiedź na pytanie, jak wiele polskich miast zdoła zbudować własny powód, dla którego międzynarodowy organizator powinien wybrać właśnie je.

Czytaj także

Szukasz miejsca na konferencję?

Przejrzyj obiekty i sale konferencyjne dostępne w całej Polsce.

Znajdź obiekt