Wiadomości branżowe

Warszawa kontra Praga i Wiedeń. Dlaczego miasta tak zaciekle walczą o wielkie kongresy?

Warszawa, Praga i Wiedeń rywalizują o międzynarodowe kongresy, które mogą sprowadzić tysiące uczestników i pozostawić w lokalnej gospodarce miliony euro. Za wyborem miasta kryje się jednak znacznie więcej niż odpowiednio duża sala konferencyjna. Sprawdzamy, jak wygląda walka o największe wydarzenia na europejskim rynku MICE, dlaczego Praga i Wiedeń należą do czołówki oraz jak na ich tle wypada Warszawa.

Autor: grzegorz 13 min czytania 150 wyświetleń
Warszawa kontra Praga i Wiedeń. Dlaczego miasta tak zaciekle walczą o wielkie kongresy?

Kiedy do miasta przyjeżdża kilka tysięcy lekarzy, naukowców, inżynierów albo menedżerów z kilkudziesięciu krajów, nie jest to już po prostu kolejna konferencja w kalendarzu. Przez kilka dni tysiące osób potrzebują hoteli, restauracji, transportu, przestrzeni konferencyjnych, cateringu, usług technicznych i atrakcji po zakończeniu oficjalnego programu. Razem z uczestnikami pojawiają się wystawcy, sponsorzy, producenci sprzętu, firmy technologiczne i dziesiątki podwykonawców. Dla lokalnej gospodarki duży międzynarodowy kongres może oznaczać miliony euro dodatkowych wydatków, dlatego miasta coraz częściej traktują takie wydarzenia nie jako element turystyki, ale jako klientów, których trzeba aktywnie zdobywać.

Za kulisami międzynarodowego rynku spotkań trwa więc rywalizacja, której przeciętny uczestnik kongresu właściwie nie dostrzega. Warszawa, Praga, Wiedeń, Barcelona, Lizbona czy Kopenhaga mogą przez wiele miesięcy zabiegać o dokładnie to samo wydarzenie. Przygotowują kandydatury, angażują lokalnych naukowców, pokazują centra kongresowe i hotele, przedstawiają możliwości transportowe, a czasem oferują organizatorom również konkretne wsparcie finansowe. Stawką nie jest wyłącznie prestiż wynikający z goszczenia kilku tysięcy ekspertów. Stawką są noclegi, przychody restauracji, zamówienia dla firm eventowych, miejsca pracy, podatki oraz międzynarodowa promocja miasta.

W Europie Środkowej ta rywalizacja jest szczególnie interesująca. Warszawa coraz mocniej zaznacza swoją obecność na międzynarodowym rynku MICE, ale zaledwie kilkaset kilometrów dalej znajdują się dwaj niezwykle silni konkurenci. Praga należy już do światowej czołówki destynacji kongresowych, natomiast Wiedeń od dziesięcioleci pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych miast kongresowych świata. Najnowsze wyniki pokazują, że Warszawa zmniejsza dystans, ale jednocześnie uświadamiają, jak wiele pozostaje jeszcze do zrobienia.

Kongres w 2030 roku może być zdobywany już dzisiaj

Największe międzynarodowe kongresy nie trafiają do miasta dlatego, że ktoś kilka miesięcy wcześniej znalazł atrakcyjną salę w internecie. W przypadku dużych wydarzeń proces wyboru gospodarza może rozpocząć się kilka lat wcześniej. Międzynarodowe stowarzyszenie medyczne, naukowe albo branżowe organizuje swoje wydarzenie cyklicznie i kolejne edycje przenosi pomiędzy krajami. Kiedy rozpoczyna się poszukiwanie następnej lokalizacji, zainteresowane miasta zgłaszają swoje kandydatury i zaczyna się prawdziwy konkurs ofert.

W takiej rywalizacji trzeba udowodnić znacznie więcej niż to, że w mieście znajduje się odpowiednio duża sala. Organizator chce wiedzieć, czy kilka tysięcy uczestników znajdzie nocleg, jak szybko dotrą z lotniska, ile czasu zajmie im przejazd z hotelu do centrum kongresowego, czy istnieje wystarczająca przestrzeń wystawiennicza, gdzie można zorganizować kolację galową oraz jakie będą koszty całej operacji. Znaczenie mają połączenia lotnicze, komunikacja miejska, bezpieczeństwo, gastronomia, zaplecze techniczne i dostępność odpowiedniej liczby hoteli w różnych kategoriach cenowych.

Coraz częściej równie ważne jest jednak otoczenie naukowe i biznesowe miasta. Jeśli organizowany jest światowy kongres kardiologiczny, ogromnym atutem mogą być miejscowi lekarze, szpitale, uniwersytety medyczne i instytuty badawcze. Przy konferencji dotyczącej nowych technologii podobną rolę odgrywają politechniki, firmy technologiczne i startupy. Organizator nie kupuje już wyłącznie przestrzeni konferencyjnej. Interesuje go środowisko, w którym wydarzenie będzie funkcjonować.

Właśnie dlatego współczesna kandydatura miasta coraz częściej przypomina ofertę przygotowywaną dla dużego inwestora. Convention bureau koordynuje działania, centrum kongresowe przedstawia możliwości infrastruktury, hotele przygotowują warunki zakwaterowania, lokalni eksperci wspierają kandydaturę swoim autorytetem, a przedstawiciele miasta mogą włączyć się w oficjalną prezentację. Wszystko po to, aby podczas ostatecznej decyzji nazwa Warszawy, Pragi czy Wiednia okazała się bardziej przekonująca niż konkurencyjne propozycje.

Warszawa coraz częściej nie czeka na klienta – sama go szuka

Warszawa coraz aktywniej wykorzystuje ten model. Warsaw Convention Bureau wspiera osoby i organizacje starające się o sprowadzenie międzynarodowych wydarzeń do stolicy. Pomoc może rozpocząć się jeszcze zanim powstanie oficjalna kandydatura miasta i obejmować analizę wydarzenia, przygotowanie oferty, pozyskanie propozycji od hoteli i obiektów konferencyjnych czy nawiązanie kontaktów z lokalnymi partnerami.

Jednym z najważniejszych elementów takiego procesu jest przygotowanie profesjonalnego bid booka. To znacznie więcej niż katalog ze zdjęciami miasta. Dokument musi odpowiadać na konkretne wymagania organizatora i pokazywać, w jaki sposób zostanie rozwiązana logistyka całego wydarzenia. Organizator powinien zobaczyć nie tylko główną salę, ale również powierzchnie wystawiennicze, mniejsze pomieszczenia, możliwości zakwaterowania, transport oraz propozycje programu towarzyszącego. Im większy kongres, tym więcej elementów musi zadziałać jednocześnie.

Warsaw Convention Bureau deklaruje również możliwość pomocy przy budowaniu lokalnego poparcia dla kandydatury. W projekt mogą zostać zaangażowane uczelnie, instytuty, organizacje branżowe oraz przedstawiciele władz. Miasto może także uczestniczyć w prezentacji kandydatury podczas wcześniejszej edycji kongresu. W praktyce oznacza to, że przedstawiciel Warszawy może pojechać na wydarzenie odbywające się na przykład w Paryżu czy Barcelonie właśnie po to, aby przekonywać organizację, że za kilka lat jej uczestnicy powinni spotkać się nad Wisłą.

Po zdobyciu wydarzenia pomoc może być kontynuowana. W zależności od znaczenia kongresu możliwe jest wsparcie związane m.in. z miejskimi przestrzeniami, komunikacją, promocją czy obsługą uczestników. To dobrze pokazuje zmianę sposobu myślenia o rynku spotkań: miasto nie jest już wyłącznie tłem wydarzenia, ale może aktywnie uczestniczyć zarówno w jego pozyskaniu, jak i późniejszej realizacji.

Dzisiejsza rozmowa może oznaczać tysiące gości za trzy lata

Rynek kongresowy wymaga cierpliwości, ponieważ rezultaty działań sprzedażowych często pojawiają się dopiero po kilku latach. Dobrym przykładem są międzynarodowe targi branży spotkań. Podczas IBTM World 2025 w Barcelonie przedstawiciele Warsaw Convention Bureau odbyli ponad 50 spotkań z organizatorami wydarzeń, firmami oraz przedstawicielami międzynarodowych stowarzyszeń. Rozmowy dotyczyły między innymi projektów planowanych na lata 2026–2029.

Jedno takie spotkanie może wydawać się niewielkim wydarzeniem. Kilkadziesiąt minut rozmowy, prezentacja miasta, wymiana kontaktów i omówienie możliwości organizacyjnych. Jeśli jednak efektem będzie pozyskanie międzynarodowego kongresu dla pięciu tysięcy osób, konsekwencje dla lokalnego rynku hotelowego i usługowego mogą być ogromne. Dlatego convention bureaux pojawiają się na targach, organizują prezentacje, zapraszają organizatorów na wizyty studyjne i przez lata utrzymują kontakty z międzynarodowymi stowarzyszeniami.

W tej branży sprzedaż miasta nie różni się więc aż tak bardzo od sprzedaży dużych usług biznesowych. Trzeba znaleźć potencjalnego klienta, poznać jego potrzeby, przygotować ofertę, zbudować relację, pokonać konkurencję, a później doprowadzić do podpisania umowy. Różnica polega na tym, że produktem jest całe miasto.

Warszawa rośnie, ale wystarczy spojrzeć na Pragę

Efekty coraz większej aktywności Warszawy zaczynają być widoczne w międzynarodowych rankingach. Według ICCA w 2025 roku w stolicy Polski odbyło się 75 międzynarodowych spotkań stowarzyszeniowych spełniających kryteria organizacji. Rok wcześniej było ich 62. Pozwoliło to Warszawie znaleźć się na 28. miejscu na świecie oraz po raz pierwszy wejść do pierwszej dwudziestki europejskich miast w tym zestawieniu.

To bardzo dobry sygnał, ale jednocześnie wystarczy spojrzeć kilkaset kilometrów na południe, aby zobaczyć skalę potencjału. Praga odnotowała w tym samym zestawieniu 133 spotkania. Wiedeń – 159. Oznacza to, że Praga miała niemal dwukrotnie więcej kwalifikowanych wydarzeń niż Warszawa, mimo że oba miasta działają w tej samej części Europy i pod wieloma względami mogą konkurować o podobnych klientów.

Porównanie z Pragą jest dla Warszawy znacznie ciekawsze niż zestawienie z Paryżem czy Londynem. Czeska stolica pokazuje bowiem, że miasto Europy Środkowej może znaleźć się w absolutnej światowej czołówce rynku kongresowego. W rankingu ICCA za 2025 rok Praga zajęła szóste miejsce na świecie. Nie można więc tłumaczyć różnicy wyłącznie położeniem geograficznym czy przewagą zachodnioeuropejskich metropolii.

Najlepszym sprzedawcą miasta może okazać się profesor

Jednym z najciekawszych mechanizmów wykorzystywanych przez miasta są programy ambasadorów kongresów. Ich idea opiera się na bardzo prostym spostrzeżeniu: osoba posiadająca odpowiednią pozycję w międzynarodowym środowisku naukowym lub branżowym może mieć większy wpływ na wybór gospodarza wydarzenia niż tradycyjna kampania promocyjna.

Wyobraźmy sobie profesora warszawskiej uczelni należącego do władz dużego europejskiego stowarzyszenia medycznego. Organizacja co kilka lat przenosi swój kongres do innego kraju. Profesor zna osoby podejmujące decyzje, uczestniczy w pracach organizacji i może zaproponować Warszawę jako gospodarza kolejnej edycji. Jeśli otrzyma wsparcie miasta, centrum kongresowego, hoteli i lokalnego środowiska medycznego, z indywidualnego pomysłu może powstać profesjonalna kandydatura.

Praga od lat wykorzystuje podobne mechanizmy współpracy ze środowiskiem naukowym. Warszawa również rozwija wsparcie dla lokalnych ekspertów starających się o międzynarodowe wydarzenia. Jest to jeden z powodów, dla których rozwinięty rynek kongresowy trudno zbudować samymi inwestycjami w nieruchomości. Można postawić ogromne centrum konferencyjne, ale bez ludzi posiadających międzynarodowe kontakty i bez organizacji potrafiącej wykorzystać te relacje obiekt nie zacznie automatycznie przyciągać najważniejszych światowych kongresów.

Praga ma problem, którego inne miasta mogą jej zazdrościć

Pozycję Pragi dobrze pokazują plany rozwoju Prague Congress Centre. Centrum jest rozbudowywane o nową przestrzeń wystawienniczą, a jednym z argumentów przemawiających za inwestycją są ograniczenia istniejącej infrastruktury przy obsłudze części największych wydarzeń. To niezwykle interesujący moment rozwoju rynku: problemem nie jest wyłącznie pytanie, jak przyciągnąć organizatorów, ale również jak zwiększyć możliwości miasta, żeby móc przyjąć więcej dużych projektów.

Dla Warszawy jest to cenna lekcja. Przy największych kongresach liczy się nie tylko pojemność głównej sali. Organizator może potrzebować jednocześnie audytorium dla kilku tysięcy osób, kilkunastu lub kilkudziesięciu mniejszych pomieszczeń, ogromnej powierzchni dla wystawców, zaplecza cateringowego, magazynów, przestrzeni technicznych i miejsc do networkingu. Do tego dochodzi konieczność zakwaterowania tysięcy uczestników w rozsądnej odległości od miejsca wydarzenia.

Im większy kongres, tym bardziej organizator kupuje nie konkretną salę, lecz cały ekosystem konferencyjny miasta. Dlatego infrastruktura staje się jednym z elementów przewagi konkurencyjnej i może decydować o tym, czy miasto w ogóle zostanie dopuszczone do walki o największe wydarzenia.

Wiedeń pokazuje, dlaczego warto się o nie bić

Jeśli potrzebny jest argument ekonomiczny przemawiający za inwestowaniem w rynek kongresowy, Wiedeń dostarcza go w wyjątkowo czytelnej formie. W 2025 roku w austriackiej stolicy odbyło się 7196 kongresów i wydarzeń firmowych. Uczestniczyło w nich prawie 795 tys. osób, które wygenerowały ponad 2,5 mln noclegów. Wkład tego rynku do austriackiego PKB wyniósł około 1,7 mld euro.

Skala wpływu rynku spotkań na turystykę miasta jest jeszcze bardziej widoczna, kiedy spojrzymy na noclegi. Według Vienna Convention Bureau już około co ósmy nocleg w Wiedniu związany jest z uczestnictwem w kongresie lub wydarzeniu firmowym. Oznacza to, że bez rynku MICE wiedeńskie hotele straciłyby znaczącą część popytu.

Szczególnie wartościowe okazują się międzynarodowe kongresy. W 2025 roku odbyły się w Wiedniu 853 takie wydarzenia. Stanowiły około 12 proc. wszystkich spotkań, ale odpowiadały za około 39 proc. uczestników i aż 61 proc. noclegów generowanych przez cały rynek. Ich wkład do austriackiego PKB oszacowano na około 828 mln euro.

Te liczby wyjaśniają właściwie całą rywalizację.

Duży międzynarodowy kongres jest wyjątkowo atrakcyjnym klientem, ponieważ sprowadza ludzi, którzy muszą nocować w mieście. Delegaci przyjeżdżają z innych krajów, często pozostają kilka dni, korzystają z gastronomii, transportu i dodatkowych atrakcji. Organizator w tym samym czasie wydaje pieniądze na wynajem przestrzeni, catering, technikę, ochronę, tłumaczenia, scenografię, transport i dziesiątki innych usług. Kilka tysięcy uczestników uruchamia ogromny lokalny łańcuch gospodarczy.

Wiedeń jest nawet gotowy dopłacać do wydarzeń

Skoro kongres może pozostawić w gospodarce miasta tak dużo pieniędzy, pojawia się logiczne pytanie: czy opłaca się wydać publiczne środki, żeby zwiększyć szansę na jego pozyskanie? Wiedeń odpowiedział na nie twierdząco. Vienna Meeting Fund 2025–2028 dysponuje budżetem 4 mln euro przeznaczonym na wspieranie kongresów i wydarzeń biznesowych. W zależności od spełnionych warunków pojedyncze wydarzenie może otrzymać nawet 60 tys. euro.

Mechanizm jest interesujący, ponieważ pokazuje zupełnie inne podejście do finansowania rynku MICE. Z perspektywy miasta kilkadziesiąt tysięcy euro wsparcia nie musi być kosztem, jeśli wydarzenie sprowadzi tysiące uczestników generujących wielokrotnie większy obrót w hotelach, restauracjach i firmach usługowych. To inwestycja w przyciągnięcie klienta, który następnie pozostawi pieniądze w lokalnej gospodarce.

Wiedeń stworzył nawet Vienna Loyalty Fund, którego zadaniem jest zachęcanie organizacji mających już doświadczenie z miastem do ponownego organizowania tam swoich wydarzeń. Jest to podejście doskonale znane z biznesu: zdobycie klienta jest kosztowne, dlatego po pierwszej udanej transakcji warto zrobić wszystko, aby klient wrócił.

Kongres jest klientem wartym miliony

Najlepiej widać to na prostym przykładzie. Jeśli do miasta przyjeżdża pięć tysięcy osób i każda pozostaje przez cztery noce, powstaje zapotrzebowanie na około 20 tysięcy noclegów. A hotel jest dopiero początkiem wydatków. Uczestnik potrzebuje transferu z lotniska, je w restauracjach, korzysta z komunikacji, robi zakupy, odwiedza atrakcje. Organizator płaci za centrum kongresowe, technikę i catering, a wystawcy dodatkowo zamawiają zabudowę stoisk, transport materiałów, obsługę i reklamę.

Dlatego decyzja o wyborze gospodarza wydarzenia ma bardzo konkretne konsekwencje. Jeśli kongres trafia do Wiednia, tysiące pokoi sprzedają wiedeńskie hotele. Jeśli wybierze Pragę, korzystają czeskie restauracje, firmy eventowe i przewoźnicy. Jeśli uda się go sprowadzić do Warszawy, pieniądze pozostają w polskiej gospodarce.

Właśnie dlatego miasta przestały traktować organizatora kongresu jak turystę, którego wystarczy zachęcić ładnym filmem promocyjnym. To klient biznesowy wart czasami dziesiątki milionów złotych dla lokalnego rynku.

Pieniądze są jednak tylko częścią nagrody

Największe kongresy mają jeszcze jedną wartość, której nie można łatwo pokazać w tabeli z liczbą noclegów. Jeśli Warszawa zdobędzie jeden z najważniejszych europejskich kongresów dotyczących sztucznej inteligencji, przez kilka dni pojawią się tutaj naukowcy, prezesi firm technologicznych, inwestorzy, startupy, dziennikarze i eksperci z całego świata. Stolica Polski nie będzie wtedy wyłącznie miejscem wynajęcia sali. Na kilka dni stanie się jednym z centrów międzynarodowej dyskusji o AI.

Podobny mechanizm działa w medycynie, energetyce, farmacji, finansach czy biotechnologii. Kongres może umożliwiać miejscowym naukowcom nawiązywanie kontaktów, studentom dostęp do światowych ekspertów, przedsiębiorcom spotkania z potencjalnymi partnerami, a lokalnym firmom zaprezentowanie swoich produktów globalnej publiczności. Właśnie dlatego coraz częściej mówi się o tzw. legacy wydarzenia – wartości pozostającej w mieście długo po tym, jak ostatni uczestnik odda hotelową kartę i pojedzie na lotnisko.

Dobrze zaprojektowana strategia kongresowa może więc wspierać branże, które miasto chce rozwijać. Jeśli lokalna gospodarka stawia na medycynę, warto przyciągać kongresy medyczne. Jeśli rozwija sektor technologiczny, międzynarodowe wydarzenia technologiczne mogą wzmacniać jego rozpoznawalność. Rynek MICE zaczyna w ten sposób łączyć się z polityką gospodarczą, naukową i inwestycyjną miasta.

Warszawa – 75. Praga – 133. Wiedeń – 159

Wyniki ICCA za 2025 rok tworzą więc interesujący punkt odniesienia. Warszawa odnotowała 75 międzynarodowych spotkań spełniających kryteria rankingu, Praga 133, a Wiedeń 159. Nie są to wszystkie konferencje organizowane w tych miastach – metodologia ICCA obejmuje określoną kategorię rotacyjnych międzynarodowych spotkań stowarzyszeniowych – ale właśnie dlatego zestawienie jest tak często wykorzystywane do porównywania siły destynacji na globalnym rynku kongresowym.

Warszawa nadal wyraźnie ustępuje swoim regionalnym konkurentom, ale istotna jest dynamika. W ciągu roku liczba kwalifikowanych spotkań wzrosła z 62 do 75, a miasto po raz pierwszy znalazło się w europejskiej pierwszej dwudziestce. To pokazuje, że polska stolica coraz częściej pojawia się na międzynarodowej mapie dużych wydarzeń.

Praga pokazuje jednocześnie, jak wysoko można dojść z pozycji miasta Europy Środkowej. Wiedeń pokazuje natomiast, co dzieje się wtedy, kiedy przez dziesięciolecia konsekwentnie rozwija się infrastrukturę, międzynarodowe kontakty, programy wsparcia i aktywną sprzedaż destynacji.

W tej grze nie wygrywa miasto z największą salą

Najważniejszy wniosek z rywalizacji Warszawy, Pragi i Wiednia jest jednak inny. Na współczesnym rynku kongresowym sama infrastruktura już nie wystarcza. Można posiadać ogromną halę i tysiące pokoi hotelowych, a mimo to przegrywać z miastem, które lepiej potrafi identyfikować wydarzenia, budować relacje z międzynarodowymi stowarzyszeniami i angażować lokalnych ambasadorów.

Wygrywa cały ekosystem. Convention bureau znajduje potencjalnego klienta. Lokalny profesor lub ekspert otwiera drzwi do międzynarodowej organizacji. Centrum kongresowe przygotowuje rozwiązania przestrzenne. Hotele tworzą ofertę zakwaterowania. Miasto dokłada transport, promocję albo wsparcie finansowe. Uczelnia zapewnia zaplecze merytoryczne. Następnie przez miesiące lub lata wszyscy pracują nad jednym celem – przekonaniem organizatora, że właśnie tutaj powinien odbyć się kolejny kongres.

Jeżeli kandydatura wygra, kilka lat później na lotnisku pojawiają się tysiące delegatów. W hotelach rośnie obłożenie, restauracje przyjmują dodatkowych gości, firmy eventowe realizują zlecenia, centrum kongresowe wypełniają uczestnicy i wystawcy. Z zewnątrz wygląda to jak kilkudniowa konferencja. W rzeczywistości jest finałem wieloletniej pracy.

Warszawa kontra Praga i Wiedeń – to dopiero początek wyścigu

Warszawa nie musi jutro wyprzedzić Wiednia, aby odnieść sukces. Znacznie ważniejsze jest znalezienie się w grupie miast, które regularnie trafiają na krótką listę kandydatów przy wyborze gospodarza dużych międzynarodowych kongresów. Każde zdobyte wydarzenie zwiększa doświadczenie lokalnego rynku, buduje kontakty i może ułatwiać pozyskanie następnych.

Praga udowadnia, że środkowoeuropejskie miasto może należeć do światowej czołówki. Wiedeń pokazuje, że konsekwentnie rozwijany rynek kongresowy może stać się znaczącym elementem gospodarki miasta. Warszawa ma natomiast atuty pozwalające myśleć o dalszym awansie: dużą bazę hotelową, silne środowisko akademickie i biznesowe, rozbudowane połączenia lotnicze oraz coraz większe doświadczenie w obsłudze wydarzeń międzynarodowych.

Dlatego pytanie o przyszłość Warszawy na rynku MICE nie powinno brzmieć wyłącznie: „czy mamy wystarczająco dużo sal konferencyjnych?”. Znacznie ważniejsze jest to, ile międzynarodowych organizacji uda się przekonać, aby właśnie tutaj zorganizowały swoje najważniejsze spotkanie.

Bo zanim kilka tysięcy delegatów pojawi się w centrum kongresowym, ktoś musi wygrać znacznie wcześniejszą rozgrywkę.

Warszawa, Praga czy Wiedeń?

Dla uczestnika kongresu to wybór miejsca podróży. Dla miasta – decyzja o tym, gdzie za kilka lat trafią tysiące gości, dziesiątki tysięcy noclegów i miliony euro.

Czytaj także

Szukasz miejsca na konferencję?

Przejrzyj obiekty i sale konferencyjne dostępne w całej Polsce.

Znajdź obiekt